Nowalijki... są już blisko

Nowalijki... są już blisko

Nowalijki to stan umysłu. Dlaczego? To oczywiste, bo kiedy po szarudze i zimnie nadchodzi czas, gdy wszystko rozkwita, robi się ciepło, a słońce muska nasze twarze, zaczynamy szukać nowych smaków. Chcemy bobu, świeżej fasolki szparagowej czy - wreszcie - szparagów. Pobudzają wyobraźnię i apetyt.

Wyścig trwa w menu restauracji, a kto pierwszy, kto bardziej kreatywny, widać już wraz z pojawieniem się pierwszych nowalijek. Po pierwsze młode ziemniaki - w zasadzie wczesne. Niestety te pierwsze, gdy ledwie stopnieje śnieg, są pobrudzone czerwonym piachem. Niestety, bo zwykle nie są tak smaczne. Warto szperać i szukać, bo im robi się cieplej, tym bardziej dostępne są te krajowe. To ważne, bo gdy wczesny ziemniak jest niesmaczny ani koper, ani masło czy inne przyprawy nie zaczarują i nie oszukają podniebienia naszych gości.

Świeże, smaczne, pachnące wiosną

W ślad za młodymi ziemniakami pędzi chłodnik pachnący koprem, często z rzodkiewką. Kremowy, z jajem, to sama przyjemność i esencja smaku nowalijek w Polsce. Wśród innych wczesnowiosennych warzyw, czy to ze szklarni, czy upraw tunelowych, które są cenione i oczekiwane, można wyróżnić sałatę masłową, ogórki, botwinkę i rzodkiewkę. Kolejne to młode, chrupiące marchewki oraz szparagi. Białe i zielone, a od kilku lat również fioletowe. Podobnie jak botwinka są absolutnym liderem wiosennych dań. Z tą porą kojarzy się również dymka.

Ktoś powie: "Przecież ogórki, nawet te małe, niby gruntowe, mamy cały rok. Rzodkiewkę czy dymkę także". Ale nowalijki, te prawdziwe, są wychodowane przede wszystkim w kraju. W naszej strefie klimatycznej. To właśnie wtedy w naszym restauracyjnym świecie zaczyna się szaleństwo. Kreatywne lub wręcz przeciwnie - bardzo klasyczne gotowanie.

Królową nowalijek jest także młoda kapusta. Słodko-kwaśna z boczuszkiem, koprem, lekko zaciągnięta zasmażką - czego chcieć więcej? Nie wolno również zapomnieć o ogórkach małosolnych. One także mają zasłużone miejsce w naszej kuchni od lat. A pomidory? Na te najlepsze, które od sadzonki do zerwania z krzaczka muskało słońce, trzeba będzie jeszcze chwilę poczekać, jednak folie czy szklarnie zapewniają zbliżony efekt. Pod warunkiem że uprawy stawiają na naturę. Dzięki takim rozwiązaniom pierwsze nowalijki mogą być dostępne już od marca.

A owoce? Symbolem wiosny są wczesne truskawki dostępne często już od marca i kwietnia. W maju zaczyna się agrest, porzeczki, a nieco później przychodzi pora na pierwsze czereśnie. Z kolei wiśnie, szczególnie stare polskie odmiany jak szklanki, są prawdziwym cudem natury, a mimo to często przez nas niedocenianym. Zupa wiśniowa z makaronem własnej produkcji zaciągnięta lekko śmietanką - cudo!

Nie wolno zapomnieć także o rabarbarze. Choć gatunkowo jest warzywem, często łączymy go z owocami i podajemy w formie deseru. Nic dziwnego, w końcu ciasto rabarbarowe z sosem waniliowym naprawdę robi robotę!

Co znajdziemy w lesie? Oczywiście jagody, a z nich farsz do pierogów lub danie z makaronem ze śmietanką i odrobiną wanilii. Pierwsze owoce pojawiają się już na początku czerwca.

Trudno jednak nie zauważyć, że niektóre owoce, jak porzeczki i agrest, jakiś czas temu ustąpiły miejsca wśród najpopularniejszych owoców w diecie Polaków na rzecz całorocznych truskawek i malin. Z jednej stronny ktoś powie: "Fajnie, bo są dostępne, kiedy chcę". Ale jak tu zachwycić się tymi oczekiwanymi od ponad pół roku malinami, porzeczkami, truskawkami czy czereśniami, skoro możemy mieć je o każdej porze roku?

Dobrze, gdy sezonowość wkrada się do naszych restauracji. Niestety wielu z nas (ja także) niejednokrotnie sięga po te owoce w środku zimy. Dlaczego? Bo tego oczekują goście, zamawiając na przykład torty z malinami i truskawkami. Często wręcz przesyłają zdjęcia - "O, taki poproszę!" - a my nie dyskutujemy, robimy. Wielu z nich nie jest jeszcze gotowych na torty dekorowane melonem, kiwi, arbuzem czy pestkami granatu. Oczywiście warto szukać poza sezonem innych produktów, ale to niełatwe bez odwagi i kreatywności kucharza.

CAŁY ARTYKUŁ <KLIKNIJ TUTAJ>